Luty 13, 2019

Co mnie wkurza w branży ślubnej – cz.1 – Kradzież zdjęć do portfolio

Ostatnio na Instagramie wyświetlała mi się z duża częstotliwością reklama warsztatów florystycznych pewnej krakowskiej kwiaciarni. Do kliknięcia zachęcało zdjęcie, które wyglądało bardzo podejrzanie tzn. wykonane było w mało popularnym w Polsce stylu fine art. Do tego na zdjęciu był bukiet również ułożony w bardzo oryginalnym stylu. Kliknęłam więc reklamę aby przekonać się kto stoi za tymi warsztatami. Moim oczom ukazał się nagłówek Fanpejdża (to duże zdjęcie w tle) z oryginalną kompozycją z ogrodowych róż w kamiennej wazie. Zdjęcie było piękne, a kwiaty cudowne.

Problem polega jednak na tym, że doskonale znałam tę kompozycję i wiedziałam, że wykonała ją amerykańska florystką Nicole Land. Ba, wiedziałam nawet kto był autorem zdjęcia – jeden z najbardziej cenionych fotografów Fine Art czyli Erich McVey. Obejrzałam dokładnie post i niestety nie znalazłam nigdzie informacji ani o autorce kwiatów ani o autorze zdjęcia. Florystka, która wykorzystała to zdjęcie zrobiła to celowo i z namysłem. Celowo wprowadza swoich klientów w błąd pokazując kompozycje, których nie jest autorką.


Za każdym razem tak samo wkurza mnie to, że ludzie posiłkują się  cudzymi zdjęciami. Kradną je i przedstawiają jako element swojego portfolio. Oszukują klientów i siebie myśląc, że sami będą potrafili odtworzyć takie bukiety czy przyjęcia. Robią to celowo i z premedytacją.

Większość ludzi nie będzie nawet wiedziała, że to nie jest bukiet autorstwa danej kwiaciarki, ale ktoś kto zna dobrze tę cześć branży florystycznej od razu zauważy kradzież.  Tak jak ja, bo kompozycja była wykonana z róż amerykańskich hodowców. Te róże nie są dostępne w Polsce. Wiele razy szukałam też podobnych naczyń i nie mogłam ich dostać. Nie wspominając już o specyficznym sposobie układania kwiatów, który w tym wszystkim jest najważniejszy. Kilka składowych, które od razu wskazują na to, że ktoś tu kogoś oszukuje.

kradzież zdjęć do portfolio w branży ślubnej
Zdjęcia do tej sesji wielokrotnie udostępniano na Instagramie bez podpisywania wykonawców. Zdjęcia: Ana Lui Photography, Modelka: Klaudia Celińska Mango Models, Make up: Aga Główczyńska, Suknia: Warsaw Poet, Kwiaty: Flower Stories

Jest też druga grupa, a wśród nich bardzo dużo konsultantek ślubnych, które umieszczają na swoich profilach IG zdjęcia inspiracyjne. Czasami na samym dole posta oznaczają właściwego autora, czasami tego nie robią. Na jednym z takich kont konsultantka wrzuciła zdjęcie pięknego wnętrza przystrojonego na wesele. Od razu pojawiło się mnóstwo pytań o to gdzie znajduje się to miejsce. Oczywiście pytania pozostały bez odpowiedzi, bo wnętrze nie było nasze polskie, ale amerykańskie. Wrzucając takie zdjęcie, ta osoba niejako zawłaszcza sobie organizację tamtego ślubu. Niby jest podpis skąd pochodzi zdjęcie, ale oznaczony zostanie co najwyżej fotograf, a pominie się florystę, stylistę, wypożyczalnię, itd.


Instagram nie jest miejscem do zbierania inspiracji – do tego służy Pinterest. Rozumiem, że dzięki temu profile wyglądają  profesjonalnie i przyjemnie, ale niestety te prace nie będąc własnością konsultantek, nic nie mówią o ich estetyce czy prawdziwych umiejętnościach stylizacyjnych. Część klientów jednak się na to kupi.

Mamy też w sieci jednego ślubnego bloga, bardzo popularnego w Polsce, który większość swoich zdjęć podpisuje „Źródło: Pinterest”. To trochę tak jakby podpisać zdjęcia „wyszukiwarka google” albo „internet”. Słabe i nieprofesjonalne. Dla mnie absolutnie niedopuszczalne, ale obserwuję to codziennie.

Także mi zdarzyło się, że moje zdjęcia zostały wykorzystane bez mojej zgody. Firma, która produkuje pudełeczka na pierścionki wykorzystała moje zdjęcie, na którym widniało ich pudełeczko w towarzystwie mojej butonierki. Całość została zaaranżowana i sfotografowana przeze mnie, a zdjęcie wrzuciłam na instagrama. Z dużym zdziwieniem odkryłam jednego dnia, że zdjęcie reklamuje produkt tej firmy na Etsy. Nie obraziłabym się na to, gdyby zdjęcie zostało podpisane, albo gdybym dostała rabat na kolejne zakupy. Nikt jednak nigdy się ze mną w tej sprawie nie kontaktował. Zdjęcie po prostu ukradziono i wykorzystano do sprzedaży swoich produktów.

kradzież zdjęć branża ślubna
To zdjęcie reklamowało pudełeczka firmy na Etsy. Firma już nie istnieje. Kwiaty i zdjęcie: Flower Stories, Kaligrafia: Aga Pisze, Wstążka: Silk&Willow
Systematycznie też spotykam się z sytuacją, gdy ktoś udostępnia zdjęcia z moich sesji, lub zdjęcia ze ślubów na których robiłam kwiaty i nie oznacza mnie jako wykonawcy. Czasami zdarza się, że Panna Młoda prosi fotografa lub kamerzystę o oznaczanie mnie na zdjęciach, a i tak ta prośba jakoś jest ignorowana.

Wiele razy muszę pisać wiadomości, co dziwne także do fotografów i prosić o dodanie linka do mojej strony. Czuję się beznadziejnie wysyłając takie wiadomości, a przecież wcale nie powinnam! To wkurza i irytuje, szczególnie w przypadku sesji, bo oprócz poświęconego czasu sesje kosztują mnie MNÓSTWO pieniędzy.

Wiem, że budowanie własnego portfolio jest czasochłonne i dużo kosztuje. Wiem, bo sama przeszłam tę drogę, ale nie wyobrażam sobie reklamować swoich usług kompozycjami moich koleżanek po fachu. Czy wyobrażacie sobie, żeby producent mebli udostępniał zdjęcia cudzych stołów? Albo jakaś instamama wrzucała na swój profil zdjęcia z cudzego mieszkania lub z cudzymi dziećmi? Pewnie i to się zdarza, ale ten „trend” w branży ślubnej obserwuję ze zdwojoną siłą każdego dnia.

Apeluję do wszystkich, którzy uciekają się do takich praktyk. Nie kradnijcie. Twórzcie własne portfolio. Przecież prawda zawsze wyjdzie na jaw. Klient zorientuje się prędzej czy później jakie są Wasze umiejętności, a to może zaboleć podwójnie, bo nieprzychylne opinie w internecie nie giną. Wtedy Wasz biznes może szybciej zniknąć z powierzchni ziemi, niż sobie to wyobrażacie.

DODAJ KOMENTARZ